Mamy swe wiersze ulubione. I przyjdzie czasem taka chwila, że chciałoby się o
którymś coś powiedzieć, swoją fascynację wyrazić, jakoś się z zachwytu
wytłumaczyć. Ten zbiorek jest zapisem takich chwil. Piotr Wierzbicki
Strofy, które nie mają sobie równych. Pasjonująca publicystyka. Służba publiczna na polu obywatelskim i narodowym. Oddanie prawdzie. Wobec win własnych twardy głos sumienia. Morze faktów, spraw, także zagadek… Po Chopinie i Bachu bohaterem swojego najnowszego eseju Piotr Wierzbicki uczynił Adama Mickiewicza. Laureat Literackiej Nagrody Gdynia 2015 do twórcy Pana Tadeusza ma stosunek bardzo osobisty, przed laty o jego twórczości napisał prace magisterską, a potem już jako publicysta wielokrotnie posługiwał się Mickiewiczowską metaforą salonu warszawskiego (m.in. Traktat o gnidach). Powrót do Mickiewcza to próba współczesnego spojrzenia na życie i spuściznę wieszcza. I dostrzeżenia jego fenomenu w XXI wieku. Autor dotyka tylko paru obszarów newralgicznych (zabiera głos, gdy – jak pisze we wstępie – „zdaje mi się, że mam do powiedzenia coś nowego”). Nie stroni od ocen i mocnych słów, a część jego poglądów z pewnością wywoła burzę i to nie tylko wśród mickiewiczologów. Bo Mickiewicz to sprawa osobista każdego Polaka. Esejowi towarzyszy autorski wybór tekstów Mickiewicza (poezja, korespondencja, publicystyka etc.).
Czas się nie zatrzymał w Europie. Nie będzie lepiej. Jesteśmy wciąż wolni.Mamy
wciąż jeszcze rezerwy. Jest ciągle jeszcze z czego ustępować.To się wszakże
kiedyś skończy. Gdy oddziały żandarmeriiEuropejskich Sił Zbrojnych (na które
bezmyślnie sięzgodzono) zaczną grasować w polskich miastach, gdy nasząpolicją
i służbami specjalnymi pokieruje jegomość z Luksemburga na garnuszku
niemieckiej dyplomacji, gdy unijny MinisterSpraw Zagranicznych zaprosi do
Polski w ramach przyjacielskiejwymiany doświadczeń dywizję rosyjskich
wojskpancernych, będzie za późno. I w procesie zagarniania przezKomisję
Europejską kolejnych obszarów państwowości krajówczłonkowskich przybliża się
nieuchronnie ów punkt graniczny,którego przekroczenie kładzie kres Polsce
niepodległej. Nienależy przegapić tej chwili. Oznacza ona zarazem, że z
miejscai to nieodwołalnie tracą sens i ważność wszelkie nasze
poprzedniekalkulacje, rachuby oraz taktyczne i propagandowekombinacje. Znika
pole do targów, gra z Unią Europejską jestskończona. Pozostanie już tylko z
niej się wynieść, trzasnąćdrzwiami natychmiast i z rozmachem pomimo
geopolitycznychprzeciwwskazań, choćby się waliło i paliło. I wtedy będziemożna
znów wrócić do honoru.