Co decyduje o konkretnych posunięciach władz Federacji Rosyjskiej w polityce wewnętrznej i międzynarodowej? Aby zrozumieć kulisy wielkich wydarzeń, należy poddać analizie kulturę strategiczną Rosji, która kształtuje kluczowe decyzje podejmowane przez elity tego kraju. Przyjrzymy się wielkiej strategii państwowej, procesom o krótkotrwałym charakterze oraz wykraczającym poza horyzont dziesięcioleci. Omówimy maskirowkę i działania dezinformacyjne w rosyjskim myśleniu strategicznym, koncepcję wojny buntowniczej oraz strategiczną powściągliwość, czyli jak Rosja może wygrać w nowej zimnej wojnie. Zbadamy źródła rosyjskiej doktryny państwowej i koncepcji stref wpływów, a także strategię polityczną Rosji w czasach późnego Putina. Zajmiemy się również demograficzną pamięcią Rosji oraz poszukiwaniem nowej idei państwowej, w tym nowoczesnym konserwatyzmem Aleksieja Millera i próbą odbudowy rosyjskiej tradycji narodowej. W kontekście historii Rosji omówimy czynniki instytucjonalne według teorii Stefana Hedlunda. Autor, Marek Budzisz, jest ekspertem ds. Rosji i obszarów postsowieckich, pracującym na co dzień jako dyrektor finansowy w prywatnym funduszu inwestycyjnym.
Budzisz Marek Bücher





Obserwowałem białoruskie wydarzenia ostatniego roku uważnie. Interesowały mnie polityczne zapasy Aleksandra Łukaszenki z Moskwą, perspektywy demokratyzacji systemu, stan gospodarki i rosnące aspiracje wolnościowe Białorusinów. Jaki jest efekt białoruskich wydarzeń ostatnich miesięcy? Z pewnością wzmocniły się wpływy Moskwy, które jeszcze trudniej będzie w przyszłości podważyć. Niektóre zjawiska, jak sądzę, można było przewidzieć, a polityka zarówno Warszawy, jak i całego Zachodu, mogła w mniejszym stopniu kierować się porywami serca, wynikać z rozeznania sytuacji i być przez to skuteczniejsza. Tak się jednak nie stało. Szkoda.
Wojna na Ukrainie stanowi najpoważniejsze wyzwanie dla Polski od zakończenia II wojny światowej, zwłaszcza w kontekście agresywnej polityki Federacji Rosyjskiej, która dąży do odbudowy swojego potencjału wojskowego i dyktowania warunków państwom Europy Środkowej. Polska potrzebuje poważnej debaty strategicznej i odpowiedzialnych decyzji, ale w mediach dominują uproszczone opinie, które bagatelizują zagrożenie. Panuje przekonanie, że wojna na Ukrainie to koniec Rosji, a NATO zapewnia nam bezpieczeństwo. Skupiamy się na technicznych aspektach konfliktu, tracąc z oczu szerszy kontekst i realne konsekwencje. W rzeczywistości rosyjska gospodarka nie słabnie, a w ciągu kilku lat Rosja odbuduje swoje siły zbrojne. W tym czasie Polska może stanąć w obliczu pełnoskalowego konfliktu, a strategia naszych sojuszników, w tym USA, nie przewiduje wielkiej wojny lądowej w Europie Środkowej. Pojawia się pytanie, czy właściwie wykorzystujemy czas, który Ukraińcy kupili nam swoją krwią. Musimy zrozumieć, że znajdujemy się w strategicznej pauzie, która wkrótce się skończy, a nowe zagrożenie może bezpośrednio dotknąć Polskę. Jeśli nie przygotujemy się odpowiednio, odpowiedź na to pytanie będzie negatywna.
W okresie wojny krymskiej, kiedy Rosja doświadczyła klęski w starciu z potęgami europejskimi, Stany Zjednoczone postanowiły wykorzystać sytuację i zaproponowały wykupienie Alaski. Rosja, z obawą przed ewentualną brytyjską agresją, uznała, że nie będzie w stanie obronić tej odległej prowincji. Dodatkowo, Alaska graniczyła z Kanadą, co potęgowało zagrożenie ze strony Brytyjczyków, a amerykańscy kupcy i rybacy coraz bardziej kwestionowali rosyjską administrację. Z czasem Rosja musiała liczyć się z możliwością nieformalnej aneksji Alaski przez USA. Sprzedaż tej prowincji pozwalała na pozbycie się finansowego obciążenia oraz wzmacniała sojusz z Ameryką. Dodatkowo, Rosja mogła zdobyć fundusze na modernizację floty i uniknąć sąsiedztwa z najgroźniejszym przeciwnikiem, Imperium Brytyjskim. Petersburg liczył również na ograniczenie wpływu amerykańskich rewolucjonistów na rosyjskie ruchy antymonarchiczne. Marek Budzisz stawia tezę, że decyzja o sprzedaży kolonii nie wynikała z defensywnej postawy, lecz była przemyślanym i agresywnym posunięciem Rosji na globalnej szachownicy geopolitycznej.
Samotność strategiczna nie oznacza braku wiary w system sojuszniczy, w którym uczestniczy Polska. Państwa o naszym potencjale, muszą kształtować samodzielnie otaczającą nas przestrzeń, w tym przede wszystkim w zakresie bezpieczeństwa. Musimy stabilizować sytuację zgodnie z polskim, strategicznym planem wielkiej gry. Czy to oznacza porzucenie sojuszników? Wręcz przeciwnie. Samotność strategiczną należy rozumieć raczej jako konieczność przeprowadzenia własnego, polskiego rachunku strategicznego. Rachunek ten trzeba prowadzić w samotności, wychodząc z założenia, że nie wszystkie nasze interesy pokrywają się z interesami naszych sprzymierzeńców. Nikt przy zdrowych zmysłach nie może proponować rozluźnienia więzów z NATO, Stanami Zjednoczonymi czy Unią Europejską, ale równie nieroztropne jest oczekiwanie, że inni rozwiążą za nas nasze dylematy strategiczne. Nasz układ sojuszniczy ewoluuje, zmieniają się oceny sytuacji i znaczenie poszczególnych państw. Nawet jeśli wszyscy maszerujemy w jednym kierunku, to nie w tym samym tempie. Nawet zakładając, że Paryż czy Berlin bez wahania i zbędnej zwłoki postanowią wywiązać się z przyjętych zobowiązań sojuszniczych, to pojawia się kwestia ich zdolności. Z wojskowego punktu widzenia będziemy zdani jedynie na siebie, naszych sojuszników regionalnych i na Stany Zjednoczone.