Ja, w łachmanach, obskubany, ja pozer, renegat, zdrajca, megaloman,
najświętszy od czasów Sienkiewicza i Reymonta. Z Dziennika 19671969 Witolda
Gombrowicza Imponuje konsekwencja, z jaką Gombrowicz od debiutu, a właściwie
od dzieciństwa budował własną podmiotowość, świadomie kreował to niespójne ja.
Ale może wyznaniom i autointerpretacjom Gombrowicza dotyczącym tego ja nie
należy ufać? Z rozdziału trzeciego
W czas zły („dobrej zmiany”) wybieram Mirona Białoszewskiego. Dlatego, że
jestem głęboko przekonany, iż powiedział on o świecie i moim w nim byciu
więcej, niż napisali o jego dziele i legendzie komentatorzy tej twórczości,
czyli że jego dzieło ciągle „rośnie”, „otwiera się” na nowe konteksty, nowe
interpretacje, na – jakby powiedział Harold Bloom – rozmnażanie
dezinterpretacji. Wybieram Białoszewskiego, bo według stereotypu, starannie
zresztą przez współtwórcę Teatru Osobnego pielęgnowanego, „osobność” jest
znakiem wyróżniającym tę twórczość. Osobność oznaczająca doświadczenie
wykluczenia, nieobecności, „nieprzydatności”, „nie-bycia w świecie
(społecznym)”. W Białoszewskim interesuje mnie nie „koślawość” lub „maesteria”
języka, w Białoszewskim interesuje mnie... Biało- szewski, sposób, w jaki
umiejscawia się jego podmiot w świecie, w jaki pojmuje on swoje „bycie-w-
świecie”, bycie artystą. Józef Olejniczak