Czy Żydzi w średniowieczu mogli nosić broń? Powszechnie uważa się, że nie, jednak istnieje wiele naukowych artykułów, które podważają to przekonanie. Żydowscy fechmistrze istnieli, choć ich działalność często pozostaje tajemnicza. Badacze wskazują na te same postacie, które, należąc do społeczności żydowskiej lub marrańskiej, podejmowały niebezpieczne misje wymagające umiejętności w posługiwaniu się bronią lub ochraniały władców w kluczowych europejskich księstwach. Przekonanie, że Żydzi nie mogli nosić broni, jest przestarzałe i nieaktualne. Autor książki zastanawia się, czy istnieli inni znani fechmistrze poza żydowskimi. Inspiracją dla niego były nie tylko prace naukowe w języku hiszpańskim i niemieckim, ale również literatura popularna, w tym biografia Zawiszy Czarnego autorstwa Szymona Jędrusiaka. Jędrusiak przenosi Zawiszę do XIV-wiecznej Saragossy, czyniąc go mścicielem żydowskich krzywd i pogromcą antysemitów. Autor podkreśla swoje zaangażowanie badawcze oraz autentyzm powieści. To zainspirowało Gabriela Maciejewskiego do poszukiwań innych przypadków, w których prześladowane społeczności żydowskie, posługując się chrześcijańskim wojownikiem, wyrównują rachunki ze swoimi wrogami.
Wojciech Żeromski Bücher






Pomysł, by napisać książkę o alchemikach zrodził się w mojej głowie dość dawno. Chciałem, co dla ludzi znających mnie już trochę jest jasne, by książka ta nie była oczywista. To zaś oznacza, że odszedłem od tradycyjnej formuły opisywania alchemii i skupiłem się na towarzyszących jej aspektach politycznych. Nie tylko na nich jednak. Alchemikiem jest bowiem dla mnie każdy kto potrafi przemienić mało wartościowe produkty w wielki majątek, lub wymyślić matematyczną formułę zwiększającą zyski lub zmniejszającą ryzyko straty kapitału. Oto skromna i nieoczywista książka o alchemikach, która zapewne zaskoczy wielu czytelników. Książka ukazuje się w serii z białą sową.
Trzeci tom serii Baśń jak niedźwiedź. Socjalizm i śmierć. Tom ten w całości niemal poświęcony jest zamachowi na prezydenta Narutowicza i stawia to wydarzenie w innym niż znane dotychczas kontekście. Kilka rozdziałów poświęciłem socjalistycznemu gangsteryzmowi oraz postaci Józefa Łokietka. Swoje miejsce znalazła tu także historia przemysłu obronnego tworzonego pod odzyskaniu niepodległości, oraz afery z tym związane. Jak zwykle unikam oczywistych i wielokrotnie powielonych ocen postaci. Nie spodziewam się więc, że ktoś mi za tę książkę podziękuje. No, ale napisałem ją w zgodzie w własnym temperamentem, oceniając sytuację tak, jak ona rzeczywiście wyglądała. Nie ma tu miejsca na myślenie życzeniowe. Myślę, że niektóre wątki z tego tomu będą kontynuowane w kolejnych publikacjach, ukazujących się już poza serią Socjalizm i śmierć.
Pierwszy tom nowego cyklu Baśni jak niedźwiedź napisany został na podstawie pamiętników działaczy socjalistycznych i niepodległościowych. Spisywali oni swoje wrażenia i przemyślenia na temat urządzenia społeczeństwa polskiego, niepodległości i socjalizmu w stanie euforycznym, a także w poczuciu całkowitej bezkarności. To jest niesamowite i dziwne, że mając pod ręką, bo są to publikacje powszechnie dostępne, tak demaskatorskie treści, nikt jeszcze nie spróbował zmierzyć się z mitem socjalizmu jako jedynej drogi do niepodległości. Można powiedzieć, że nie dyskutuje się z faktami, a przecież socjalistyczna niepodległość stała się faktem. Oczywiście, że można, wszyscy dookoła kwestionują fakty, a mistrzami w tym są sami socjaliści. Wyjaśnijmy od razu, że książka ta nie jest nudnym wykładem socjologiczno-politycznym. Autor bowiem postanowił pokazać początki ruchu socjalistycznego na ziemiach polskich poprzez pryzmat kryminalno-obyczajowy. Zrobił to w dodatku, bez tak irytującego u innych autorów podejmujących tę tematykę, zachwytu nad światem przestępczym, jego hierarchiami i wyczynami.
Najważniejsza gawęda dotycząca „duchowości” Piłsudskiego odnosi się do momentu jego narodzin. W pamiętnikach jego żony Aleksandry znajduje się fragment, w którym Piłsudski opowiada, że w mroźny grudniowy dzień, gdy się rodził, nad domem Piłsudskich w Zułowie przeleciał duch Napoleona Bonaparte. Powtarzał tę historię, twierdząc, że dzięki spojrzeniu ducha w chwili narodzin zyskał niezwykłe zdolności wojskowe. Istotniejsze jednak jest, kto podsunął mu tę gawędę i w jakim momencie jego życia. Józef Piłsudski był introwertycznym młodzieńcem, skłonnym do refleksji i łatwo ulegającym ekscytującym opowieściom. W jego młodości zjawiska metampsychiczne były powszechnie omawiane, szczególnie w kręgach socjalistycznych. Gawęda o Napoleonie ma ciekawy początek: duch Bonapartego, obudzony w mauzoleum w Paryżu, postanowił zobaczyć szlak, którym zmierzała jego armia ku Moskwie. Lecąc na Litwę, przelatuje nad dachami dworów i spogląda w oczy maleńkiego Ziuka, tchnąc w niego niezwykłe cechy. Choć taka historia mogłaby być jedynie anegdotą, w przypadku Piłsudskiego miała ona szczególne znaczenie, stając się częścią jego tożsamości.
Długo oczekiwany komiks autorstwa Tomasza Bereźnickiego według scenariusza Gabriela Maciejewskiego opowiadający o straszliwych miesiącach wiosny i lata roku 1527 kiedy to armia cesarza Karola V złożona ze sprotestantyzowanych Niemców, Hiszpanów i Włochów spaliła Stolicę Piotrową, mordując wielu jej mieszkańców.