Przedsięwzięciu Sadea-myśliciela przyświeca motto: Filozofia powinna powiedzieć wszystko. Zastępując Boga innymi wielkimi Ideami, Sade podważa i niszczy to, co dla przeciętnej jednostki ma głębszy sens. Po brutalnej krytyce religii obsesyjnie poszukuje kolejnych ograniczeń ludzkiej suwerenności. Odkrywa, że Natura, obdarzając libertyna perwersyjnymi skłonnościami, czyni go ich zakładnikiem. Libertyn tłumi swoje pożądanie, nie rezygnując jednak z transgresji i zbrodni, które dokonuje w stanie apatii, zarządzając swoją pasją w sposób beznamiętny. Kontestacja prowadzi go do zaryzykowania własnego życia. Kosmicznie samotny, pozbawiony naturalnych odruchów, libertyn osiąga stan suwerenności, który jest synonimiczny z samozatratą. Sade dowodzi, że rozum, krytyczny wobec myślącego Ja, prowadzi do autodestrukcji. W sferze filozoficznego eksperymentu Sade jest również pisarzem, który igra z francuską frazą, tworzy seksualne perwersje i osiąga humorystyczny efekt. Lawiruje między grandilokwencją a rubasznością, czerpiąc przyjemność z pisania. Literatura, jak mawiał Derrida, pozwala na dowolne wyrażenie myśli. Bez otwarcia na skandal i niestosowność nie ma mowy o demokracji, co umożliwia nam odkrywanie rozkosznych przygód Nowej Justyny.
Donatien-Alphonse de Sade Bücher






Jakkolwiek satysfakcjonująca dla nieodpartej woli krytyki, woli demistyfikowania społecznie akceptowanych hipostaz (stanowiących wszak nieodzowny warunek istnienia zbiorowości), czyli filozofii w najbardziej klasycznym sensie, oraz dla nienasyconej pasji, czyli woli mistyfikowania, stwarzania pozorów, literackich ekwiwalentów dla mrocznych sił, może być tylko wyrażająca się w całym Sadycznym dziele, w ten zdumiewający sposób łączącym filozofię i literaturę teatralizacja fantazmatu, pisarska inscenizacja własnych obsesji splecionych z okolicznościami życia tak, że stworzyły one pewną egzystencjalną realność, przestrzeń czysto prywatnej mitologii, w której zatarły się granice między rzeczywistością i literacką kreacją, dręczącą obsesją i jasnowzroczną myślą, nieodpartym pragnieniem i spragmatyzowanymi wymogami codzienności. A Sade chciał trzymać się tego, co dosięgło go w nieskończonej ciszy więzienia, gdzie z życiem wiązały go tylko wizje świata wyobraźniowego (Bataille).
Zgodnie ze światopoglądem libertyńskim między upadkiem kamienia na bruk Bastylii a upadkiem głowy ściętej ostrzem gilotyny nie ma żadnej istotnej różnicy, gdyż natura jest moralnie neutralna ani dobra, ani zła. Najważniejszą cechą ludzi jest siła, będąca także zasadą wszystkich łączących ich relacji. Celem działania każdej jednostki, będącego realizacją jej siły, jest osiągnięcie rozkoszy. W naturze panuje biologiczne, fizyczne i psychiczne zróżnicowanie potencjałów siły stąd rozmaitość relacji społecznych. Ważną rolę odgrywa także przypadek, decydujący o tym, czy ktoś ma pecha i spotka silniejszego, czy też ma fart i spotka słabszego. Gdzie w tej fizyce moralności sprawiedliwość? Sprawiedliwość jest złudzeniem, a raczej: wymysłem słabych mającym ich obronić przed silnymi. Moralność stawiająca sprawiedliwość ponad naturalnym prawem silniejszego do rozkoszy i do dowolnego dysponowania życiem słabszego jest fikcją wymyśloną przez słabych w celu obrony przed silnymi. Tę rozczarowującą i smutną prawdę o człowieku i życiu społecznym Markiz de Sade wynagrodził sobie (nam?) bezprecedensową swobodą pornograficznych opisów oraz osobliwym poczuciem humoru, a jego obrazoburcze i wywrotowe dzieło to niewątpliwie jeden z dotkliwszych ciosów, jakie pod egidą literatury zadano optymistycznej wierze w harmonię porządku społecznego. Marcin Polak
Sadyzm to czerpanie rozkoszy z zadawania cierpienia. Lecz sadyzm to również dumna libertyńska filozofia, żeby nie powiedzieć anty-religia, rzucająca wyzwanie religii urojonego Boga chrześcijan i oddająca cześć Naturze bóstwu rozkosznie i straszliwie realnemu oraz wypełniająca jego przykazania. Jakie to przykazania? Owóż natura żąda, abyśmy nigdy nie ustawali w szukaniu rozkoszy i nie powstrzymywali się przed żadnym okrucieństwem, jeśli nas ono podnieca. Jedynym Bogiem jest przyjemność, czytamy w statucie Stowarzyszenia Miłośników Zbrodni, który znajdziecie w tym tomie. Libertynizm nie jest łatwiejszy niż asceza, której jest odwróceniem. Nie jest też mniej wzniosły. Boskie namiętności libertynizmu, czyli perwersyjny seks to jakby modlitwa zaklinająca Złego. Zajadłość i zapamiętałość w sadomasochistycznej robocie jest jak mistyczne umartwienie a rebours, wielka wzgarda rzucona fałszywemu bóstwu i jego obmierźle cnotliwym wyznawcom, pokaranie Boga za jego uporczywe pretensje do istnienia. Czyżby był libertynizm satanizmem? Zbytek kurtuazji dla szatana! Cierpienie i rozkosz są własnością człowieka. Sięga po nie sam, mocą własnej wolności, zdolnej otrząsnąć się z nabożnej trwogi. Rzec by można, Transgresja unieważnia Transcendencję. Oto słowo bezbożne, trucizna dla waszych dusz, droga zniezbawienia. Czy odważycie się czytać?
Z pozoru chodzi o przeskoczenie Kartezjusza, zastępując cogito bezkompromisowym „mam orgazm, więc jestem”. W książce następuje krytyka religii, cywilizacji i nauki, które pełnią rolę zasłon epistemologicznych. Dąży się do odkrycia istoty, absolutu, którym nie może być ataraksja, a jej miejsce zajmuje pasja, nieokiełznanie i zgorszenie. To więcej niż pornoteologia; każda teologia jest już passé, choć wciąż ma żarliwych wyznawców. Twórczość Sadea ma wymiar filozoficzny, a jego rytmiczne pisanie przypomina powieść przygodową, która wabi transgresją i zgorszeniem, czyniąc nas wspólnikami zbrodni, ale bez happy endu. Ostateczna transgresja kultury prowadzi do transgresji człowieczeństwa, ukazując pustkę zamiast radości wyzwolenia. Jerzy Kochan, w trosce o przyszłość literatury, odrzuca Boga jako źródło ciemnoty i niesprawiedliwości, negując zasady życia cnotliwego, które ograniczają ludzką suwerenność. Członkowie Towarzystwa imienia Markiza de Sade, wdzięczni za walkę o niepodległość ducha ludzkiego, czują się zobowiązani do przekazania Dzieła D. A. F. de Sade przyszłym pokoleniom, inicjując lekturę, która mobilizuje do myślenia poza przyjęte granice i kończy z sądem Bożym.
W dziele Markiza de Sade najstraszniejsza perwersja splata się z rygorem filozoficznego rozumowania. W pierwszych wersjach Justyna miała być powiastką filozoficzną z dodatkiem libertyńskiego confession de foi. W Nowej Justynie przygody bohaterki, wcześniej utrzymane w granicach przyzwoitości, ustępują miejsca rozszalałym i zbrodniczym orgiom. Czytelnik staje w obliczu potworności, doświadczając przerażenia i wstrętu. Najgorszy horror ukazany jest z precyzją, która kompromituje pretensje współczesnej kultury. Uspokajający głos rozumu przypomina, że to, co czytamy, nie jest realne; to tylko ćwiczenie wyobraźni. Jednak ta wyobraźnia, dziko rozpętana, nie zna granic, ukazując, że do oświecenia wystarczy wolność korzystania z rozumu (Kant). Eksperyment Markiza ujawnia mroczne konsekwencje tego wszechstronnego posługiwania się rozumem, w tym uznanie zachodniego humanizmu za przesąd, który należy obalić. Obcując z tekstem Sadea, czytelnik podejmuje ryzyko; rozum łatwo cichnie w obliczu pożądania. Można dać się porwać temu doświadczeniu, myśląc jak Sade. Zasłona naszych ideałów odsłania okropną prawdę: cielesny popęd i pasja myślenia wzajemnie się rozjątrzają, a takiego pożaru nie da się ujarzmić.
Żeby zniszczyć moralność, trzeba ją zrozumieć w tym samym czasie, w którym Kant publikuje Uzasadnienie metafizyki moralności ukazuje się, jakby przewrotnym zbiegiem okoliczności, Julietta, poszukująca wytrwale anty- imperatywu, absolutnej anomalii, kategorycznego odstępstwa od prawa. Dla Kanta wolność była warunkiem możliwości moralności, dla Sadea horyzontem, nieosiągalnym celem. Transgresję konstytuuje zakaz, prawo jest warunkiem możliwości zła, jego punktem odniesienia. Istnienie Boga pozostało postulatem praktycznego rozumu dla Kanta dla markiza były nim praktyki bluźnierstwa i świętokradztwa. W świecie bez Boga i ograniczeń można przekroczyć już tylko granice rozumu lub własnych afektów. Zabijany nieustannie Bóg nie zmartwychwstaje, jest reanimowany dla podtrzymania zarówno prawa, jak i transgresji oto tajemnica nieśmiertelności bogów. Justyna i Julietta to awers i rewers wolności, nie można widzieć obu jednocześnie. Obie są w sytuacji niemożliwej Justyna chciałaby wybrać posłuszeństwo dla Prawa, ale nie ma wolnego wyboru, Julietta chce Prawo przekraczać, ale nie pozostał jej już żaden zakaz, ponieważ w pustce brakuje nawet horyzontu.
Sadea nie czyta się po to, by się z nim (nie)zgadzać. Nie czyta się go także chyba że w ramach przywileju dorastania dla zwykłej podniety. Jego barokowy w przepychu teatr perwersji jest zbyt nadmiarowy i abstrakcyjny, by chodziło w nim o zwykłe pobudzenie zmysłów. Sadea czyta się po to, by wejrzeć w myśl, która nie boi się dążyć do ostatecznych konsekwencji, nawet jeśli te mają się nam wydać nieludzkie. Tylko w obliczu takiego kresu sensowne stają się pytania o wartości, o sens życia, ale także o to, jak silnie warunkuje nas nasza kultura i nasza natura. Poszukiwania Sadea nie są przy tym jedynie filozoficzną spekulacją, ale noszą piętno tej wrażliwości, która dla nas wiąże się z antropologią kulturową. Czyż Rodin, bohater tego tomu, nie przypomina właśnie antropologa, gdy stwierdza zależność cnoty od szerokości geograficznej (od klimatu po panujące zwyczaje) oraz od indywidualnych preferencji, konkludując, że niepodobna, by to, co nie ma dowiedzionej użyteczności, co wciąż się zmienia, było dobrem po prostu? Warto się zastanowić a będzie to refleksja nad kulturowym statusem racjonalności co sprawia, że ulegając w wielu miejscach perswazji Rodina, w końcu nie możemy jednak przystać na jego system. Marcin Bogusławski